Jesteśmy grupą pochodzącą z naszego małego, rodzinnego miasteczka - Sycowa. Pragniemy w pięknym stylu promować jeszcze nie do końca poznaną sztukę, którą jest Taniec ognia (Firedance)
Historia powstania zespołu, choć nie sięga korzeniami do naszych dziadów i pradziadów, to i tak dość długo i ciekawie się nakręcała. Na początku każdy działał na własną rękę i uczył się swojego rzemiosła nie mając świadomości, jakie przyniesie ono owoce. Bębniarze grali na perkusji, co pozwoliło im na szybsze pojęcie gry, oraz wydawania soczystych dźwięków z bębnów. Orientalny rytm, soczysta barwa - to niektóre zalety bębniarzy. Ewenementem którym możemy się pochwalić jest specyficzne w swej orientalności didgeridoo (czyt. didżeridu). Inspiruje go przyroda lubi fotografię (tutaj: przechadzki na świeżym powietrzu np. w sercu parku). Zafascynowany dźwiękiem z dość nietypowego instrumentu postanawia go sam wykonać. Tak oto udaje się do parku - tutaj zaczyna się jego przygoda z didgeridoo. Produkuje, upiększa i co najważniejsze potrafi wydobywać z niego przedziwne dźwięki, które nadają charakter całej sztuce.
Grupa posiada gitarzystę. Nazwę go muzycznym zapaleńcem - niechcący wygadał się, kiedy to nastał koniec próby i pozostał dylemat, brać sprzęt do domu czy go zostawić. Odpowiedź była prosta, cytuję "...hmm sprzęt zostawiam, ale gitarę wezmę, wieczorem sobie w łóżku pogram". Śmiem przypuszczać, iż nie raz zdarzało mu się zasnąć z gitarą w rękach :). Zatem nie przypadkiem dostał powołanie do lubianego zespołu regowego. ...
Firedance podłapałem na ognisku, kiedy to kolega kręcił jakimiś piłkami zaczepionymi na sznurkach, wspominał coś o kulach ogniowych zaczepionych na łańcuchach- to też przykuło moją uwagę. Jedyny ból to to, że w Sycowie nie ma nikogo, kto mógłby pomóc w opanowaniu nowych technik, ale i to nie stało się przeszkodą. Świetną pomocą okazały się być strony internetowe no i własna inwencja twórcza ;). Zaczynało się na własnym sprzęcie (gruby łańcuch śruby na końcach, hmm… no nie było zbyt przyjemnie:), teraz wszystko wygląda inaczej- praca nad sprzętem przyniosła efekty. Bez żadnego zmuszania-stosowania przemocy, firedance'em zainteresowała się moja siostra. Od tamtej pory zaczęło się robić ciekawiej, a zarazem przyjemniej. Układaliśmy sobie coraz to bardziej zaawansowane układy. Nasza znajomość i zbieżność ukierunkowania zainteresowań zaowocowały tym, że od końca 2005 roku jesteśmy- AGNILOKA! (co oznacza- niebiosa ducha ognia).
Jak widzicie, stanowiska, jakie obejmuje każdy z nas w tej grupie nie są dobrane przypadkowo. Każdy jest pewnego rodzaju fachowcem w swojej dziedzinie. Grupa liczy 6. wspaniałych przyjaciół.
Sekcja firedance: